Ratujmy kobiety

Poniższy wpis będzie dwuskładnikowy.
Piszę go w chwili obecnej na chłodno, po osiągnięciu wewnętrznego spokoju, który pozwolił mi szerzej zanalizować sytuację, która mnie spotkała.

Jestem osobą skrajnie odpowiedzialną. Co mam na myśli używając tak dziwnie brzmiącego określenia? Mam na myśli to, że zdaję sobie sprawę z konsekwencji jakiegokolwiek swojego działania, mogącego rzutować na moją przyszłość bliższą lub bardziej odległą.
W sytuacjach podbramkowych uruchamia się w mojej głowie stan chłodnego opanowania, który umożliwia mi podejmowanie szybkich i skutecznych decyzji.
W bardziej emocjonalnym poście poniżej pisałam o tym jak zostałam zgwałcona. Abstrahując od kontekstu sytuacji chciałabym opisać, co spotkało mnie później.
Rzecz jasna pierwszym krokiem, który musiałam poczynić było skierowanie się do lekarza w celu prośby o wypisanie tabletki na antykoncepcję awaryjną. Mój „przymusowy” partner był wówczas ze mną. Absurdalna sytuacja, prawda? Swoisty syndrom sztokholmski. Do rzeczy, by nie zgubić się w dygresjach.
Udałam się na pogotowie ratunkowe mieszczące się w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Poprosiłam o konsultację lekarską uprzedzając, że zależy mi na czysto formalnej sprawie. Odmówiono mi. Swoista „spychologia”: „my co prawda mamy lekarza, ale jesteśmy tylko pogotowiem wyjazdowym, a ten lekarz pani tego nie wypisze, my go znamy, naprawdę dobrze pani radzimy”. Podziękowałam za sugestię ponieważ ostatnia rzecz, do której bym dążyła to wygenerowanie sytuacji konfliktowej i udałam się na dyżur szpitalny, pod adres, w który mnie odesłano.
W 1 szpitalu (a 2 miejscu docelowym) zastałam ok. 60 letnią panią na rejestracji, która odmówiła mi konsultacji z lekarzem, tłumacząc, że dyżur lekarski odnosi się do nagłych zachorowań, nie do tego typu „wybryków”. Chwila konsternacji, stwierdziłam, że wchodzenie w polemikę z tą osobą jest zbędne i zapowiedziałam, że mimo wszystko zapytam Pani doktor, czy zechciałaby wypisać mi receptę.
Pani doktor z nieukrywanym oburzeniem odmówiła zasłaniając się klauzulą sumienia oraz podkreślając chyba z 6 razy, że „ma prawo odmówić”. Faktycznie. Nie tracąc nadziei udałam się do kolejnego szpitala (3 miejsce docelowe). Również mi odmówiono.
Przechodząc w stan nerwowego komizmu (z nerwów się już śmiałam) złożyłam wizytę ostatniej placówce (4 miejsce docelowe).
Nie owijając w bawełnę na wejściu powiedziałam Pani siedzącej na ochronie co mnie sprowadza, ona przekazała lekarzowi bezpośrednio w czym rzecz i docierając na miejsce zastałam już wypisaną receptę.
Dowiedziałam się, że kruczek prawny zabrania wypisania jej i Pan doktor powinien przyjąć mnie na oddział i dopiero wówczas kontrakt z NFZ obejmowałby możliwość wypisania ów złotej recepty.
Tyle, że w takich okolicznościach byłaby już zbędna.
Następnie odwiedziłam 8 aptek na terenie całego województwa w celu wykupienia tabletki, która, ujmując rzecz patetycznie, uratowała mi życie. O godz 5 rano dotarłam do domu, sprawę uznając za zamkniętą.
Refleksja?
Jeśli chodzi o emocje- całe napięcie i presja zaistniała wokół całego zajścia pomogły mi uporać się z wewnętrznym bólem i poczuciem odebrania godności, które rzecz jasna później mimo wszystko się pojawiły.
Wciąż miotam się pomiędzy skrajnym poczuciem skrzywdzenia, świadomością, że „gorsze rzeczy się na świecie dzieją” i punktem widzenia, że osobista tragedia jest indywidualna i nie ma tu żadnych ram normujących to, co jest złe, a co bardziej złe.
Refleksja na temat postawy przedstawicieli służby zdowia.
Absolutnie nie rozumiem postawy osób, z którymi miałam wątpliwą przyjemność skonfrontować mój problem.
Oczywiście nie szkicowałam każdemu z osobna kontekstu sytuacji, tylko mówiłam, że potrzebuję dostępu do antykoncepcji awaryjnej i odpowiadałam na pytanie kiedy odbył się stosunek.
Podczas mojej wizyty w ostatnim szpitalu, w którym uzyskałam receptę zaczęłam rozmawiać z lekarzem oraz osobami z oddziału na temat moich wcześniejszych przejść i wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że moja postawa jest godna uznania, zachowałam się po prostu dojrzale i odpowiedzialnie.
Gdybym była kobietą lekkomyślną prawdopodobnie nawet przez myśl by mi nie przeszło załatwienie sprawy w ten sposób.
Gdybym była kobietą lekkich obyczajów również.
Pewne ideologie w naszym kraju idą zdecydowanie w złym kierunku. Starają się stłamsić odpowiednie zachowania, skłonić do urojonej „pokory”, tymczasem najistotniejsza jest tu wolność wyboru.
Sprawa antykoncepcji zarówno samej w sobie jak i awaryjnej nie powinna być interpretowana w odniesieniu do wymiarów etycznych, czy prawnych.
Uważam, że postąpiłam słusznie. Biorąc na klatę to, co się wydarzyło zdołałam się uchronić przed ewentualnymi konsekwencjami.
Przerasta mnie ograniczony światopogląd osób, które spotkałam zanim trafiłam na tę właściwą. Nie mam pojęcia jakimi wartościami się kierowały.
Ten post traktuję jako osobistą terapię, dlatego jest w pewnym stopniu chaotyczny i poprzedzony wieloma mniej lub bardziej ważnymi myślami.
Z reguły nie wracam do postów, które publikuję, ponieważ są to dla mnie w większości druzgocące przeżycia, jednak tutaj jestem naprawdę ciekawa waszej opinii.
Za każde odniesienie będę wdzięczna.

One thought on “Ratujmy kobiety

  1. Dyskusja z fanatykami ideologiczno-religijnej moralności jest całkowicie bez sensu. To są ludzie z klapkami na oczach, a raczej mózgu. Straszne jest to, kiedy religia lub subiektywne opinie mają wpływ na czyjeś zdrowie i życie, na czyjąś decyzje tylko dlatego, że ma się władzę i ostatnie słowo!!

    Ze zgrozą czytałam to, co Ci się przytrafiło. Ja również w Anglii korzystałam z tej ekspresowej antykoncepcji, ale poszło jak po maśle, z jednym jedynym komentarzem ze strony farmaceutki: abym uważała, bo jest to silny preparat i lepiej wybrać inną formę antykoncepcji, jeśli ma być bardziej regularna…

    Jest mi bardzo przykro, że musiałaś przez to przejść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>