Monogamia

Osoba, która mnie zgwałciła nauczyła mnie uczuciowości.
Stąd rażący dysonans poznawczy względem jego osoby.
Nie dał się zwieść mojej masce niezależnej materialistki, traktującej mężczyzn przedmiotowo. Wręcz przeciwnie. Otworzył mi oczy.
Przedarł się przez moją powierzchowność.
Zdobył moje zaufanie i pokazał, że nie muszę stosować schematów zachowań, jakich oczekuje ode mnie miłość mojego życia.
Mężczyzna mojego życia oczekiwał ode mnie chłodnej relacji skupionej na seksie, braku jakichkolwiek uczuć wyższych. Nie chciał, bym przekroczyła granicę jego codzienności.
Natomiast z A. który mnie zgwałcił rozmawiałam sporo o monogamii, a także zespole madonny i ladacznicy, który dla mężczyzny uosabia 2 modele kobiet- tę cnotliwą, porządną i tę zmysłową, wyuzdaną.
Mężczyzna, którego kocham posiada przy boku dwie kobiety- wieloletnią przyjaciółkę pozbawioną jakichkolwiek popędów, czy namiętności względem jego osoby oraz mnie- młodą, chętną ku realizacji jakiejkolwiek potrzeby pojawiającej się u mojego partnera.
Nie miałam świadomości jak bardzo słowa A. uderzą w moje ściany, dopiero gdy po wymuszeniu na mnie czynności seksualnych, moja miłość podjęła ze mną po raz kolejny temat naszej relacji.
Nie chce, bym usychała z miłości do niego. Nie chce tego. Nie jestem w jego typie, on nie rokuje na przyszłość oraz NIE CHCE wplątywać się w relacje opatrzone zaangażowaniem. Mam znaleźć sobie partnera, z którym będę się realizowała na wszystkich życiowych płaszczyznach , a do niego będę przyjeżdżała na sporadyczny seks, który on będzie traktował jako wartość dodaną, nie będzie mnie miał na sumieniu.
Wówczas uświadomiłam sobie, że gwałciciel miał wpływ na diametralną zmianę mojego myślenia.
To nie była kwestia wiary w słowa pochodzące z ust autorytetu. To nie była ślepa wiara.
Ja to po prostu poczułam. Przejęłam sposób zachowania, o którym mi opowiadał.
Kiedyś byłabym w stanie zdecydować się na układ, który proponował mi mój mężczyzna.
Obecnie w mojej głowie istnieje jedna zasada. Wierność swoim przekonaniom. Wierność swojemu stylowi życia. Bo co to za życie, gdy oszukujemy sami siebie? Co to za namiętność oparta na suchej kopulacji dająca krótkotrwałą satysfakcję?
Nie mam pojęcia, czy mój punkt widzenia jest słuszny oraz czy jego zmianę można nazwać progresem, czy regresem. Czy z biegiem czasu powinnam być bardziej oziębła, czy tym bardziej skłonna zadurzyć się w tym jedynym?
Po prostu zrozumiałam to. Mój mężczyzna sam zabiera sobie rozkosz płynącą z rozwijania relacji.
Nie ma czegoś takiego jak związek, w którym realizuje sie wszystkie swoje zamierzenia, po czym wpada się w objęcia kogoś innego. Coś takiego nie istnieje.
Całe zajście utwierdziło mnie również w przekonaniu, że moja miłość jest czysta i prawdziwa.
Mimo błogosławieństwa i wdzięczności, którymi paradoksalnie obdarzył mnie mój gwałciciel ucząc mnie nowego podejścia nie mam pojęcia, czy wierzył w słowa i idee, które głosił.
Zachował się skrajnie różnie od tego, co przedstawiał.
W najbliższym czasie podejmę temat monogamii z moim mężczyzną.
Być może w jego myśleniu nastąpi przełom taki, jaki nastąpił w mojej głowie.

One thought on “Monogamia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>